sobota, 30 lipca 2016

Rozdział XVIII "I'm afraid of the fact that I'm afraid of nothing"

   Czas leciał szybko, nieubłaganie przypominając o końcowych egzaminach, które nie zapowiadały się łatwo. Siedziałam samotnie w bibliotece, aby choć odrobinę odciąć się od całego świata. Jedynym plusem tej sytuacji było to, że od pewnego czasu nie działo się nic dziwnego, ani niepokojącego, dlatego całkowicie zapomniałam o niebezpieczeństwie, które cały czas wisiało nade mną w powietrzu. Jednym słowem można powiedzieć, że żyłam pełnią szczęścia. Może to wydawać się absurdalne, ale tak właśnie było.
- Cały czas tu siedzisz, Alba. Nie powinnaś choć raz dać sobie spokój z nauką? Czasami już przypominasz Hermionę, co raczej nie jest dobrym znakiem - no tak Harry. Od pewnego czasu w ogóle się z nim nie widziałam, pochłonięta nauką. Może on rzeczywiście miał rację?
- To chyba jedyne ostatnio, spokojne miejsce, nie uważasz? - spojrzałam mu prosto w oczy, a on speszony kiwnął lekko głową i odwrócił szybko wzrok. - Co u Rona?
Nie chciałam, aby zapadła ta głupia i krępująca cisza, więc postanowiłam podtrzymać rozmowę. Trzymałam go jednak na dystans, bo czułam, że nie jest tą samą osobą, z którą mogłam beztrosko żartować w każdej wolnej chwili, nawet wtedy kiedy nie wypadało. Niby drobnostka, ale dużo to dla mnie znaczyło. Zresztą... gdy teraz to wspominam to teraz też.
- Jakoś podejrzanie mocno przeżył śmierć Lavender i do teraz nawet w pewnych momentach wydaje się, że myślami nadal jest przy niej - westchnął głośno, a następnie usiadł obok mnie - Czasami jest tym samym Ronem co zawsze, ale niekiedy staje się nie do zniesienia ze swoimi wahaniami nastroju. Ciężko to wytrzymać.
- W sumie to mu się nie dziwię. Była naprawdę miłą dziewczyną i nadal nie mogę uwierzyć, że akurat ją to spotkało - zawahałam się, lecz po chwili dodałam - Chyba powinnam już iść, bo jest dość późno, a jutro są Eliksiry.
Zerwał się z miejsca jako pierwszy i stanął naprzeciwko mnie, podając mi rękę. Udałam, że jej nie zauważyłam i sama wstałam, cicho chrząkając.
- To do jutra - powiedziałam i nie czekając na odpowiedź wyszłam szybkim krokiem na ciemny korytarz. Czułam, że to co robię jest złe. Naprawdę. Tylko... Przez to wszystko co się wydarzyło w Hogwarcie nie chciałam narażać nikogo więcej na o wiele większe niebezpieczeństwo, dlatego uznałam, że powinnam się od wszystkich oddalić, zważając na to kim jestem i kogo jestem celem. To wszystko tak bardzo się skomplikowało, że aż trudno mi teraz uwierzyć i to w dosłownym znaczeniu.

// Parę godzin później //

   Zerwałam się z łóżka, ciężko oddychając. Jak w ogóle mogłam dopuścić do tego, że śnił mi się już nawet Voldemort, nie wspominając o Malfoyu, który gościł w mojej głowie podczas snów od dłuższego czasu. Czy to już była jakaś obsesja? Prawdopodobnie, ale nie chciałam sobie tego uświadomić. Żyłam fałszywym poczuciem, że nie jest aż tak źle jak na to wygląda, chociaż nie była to prawda. W głębi duszy, gdzieś daleko od mojego rozsądku wiedziałam, że przez moje pojawienie się w tym świecie wszystko potoczyło się inaczej niż pierwsza, zakładana od początku historia. Czułam się z tym źle, ale co mogłam w tamtej chwili zrobić? To raczej nie ode mnie zależało, że się tu pojawiłam - to ktoś zadecydował o losie mojego życia, nie pytając mnie o zdanie. Cóż ja teraz mogę powiedzieć, ludzie niestety nie umieją myśleć o kimś innym, dbają tylko o siebie, nie widząc, że przez swoje czyny inna osoba cierpi. Oczywiście jedynym pytaniem, które pozostało to dzięki komu wylądowałam tu gdzie byłam i w sumie nadal jestem. Żadna osoba w moim życiu nie wyjawiła mi tak tajemniczego i bardzo magicznego sekretu, który do teraz jest dla mnie bardzo ważny. Miałam nadzieję, aż do końca - że może jednak ktoś przyjdzie któregoś dnia i tak po prostu oznajmi, że to dzięki niemu tu trafiłam. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że ta osoba zostanie anonimowa i nigdy nie dowiem się dlaczego. Tyle pytań, a tak mało porządnych odpowiedzi. Uwielbiam być w takiej sytuacji, naprawdę. Ej, ale czujecie ten sarkazm co nie? 

- Alba co się stało? - usłyszałam cichy głos dobiegający z końca mojego łóżka. No tak, Hermiona. Nie odzywałam się do mnie od paru tygodni, a teraz nagle przypomniała sobie o mnie? Chociaż... Nie powinnam tak mówić. Nie bez powodu przestała ze mną rozmawiać - Krzyczałaś przez sen i myślałam, że stało się coś poważnego.
Nie. To naprawdę cud, że się do mnie odezwała, dlatego nie mogłam tak myśleć, a po za tym byłam zbyt skołowana tym snem, żeby móc jeszcze się kłócić. 
- Voldemort - jedynie to jedno, przerażające słowo udało mi się z siebie wydusić.
- Słucham? - Hermiona zająkała się i widząc, że nie ma ze mną żadnego kontaktu podeszła do mnie i lekko mną potrząsnęła, aby nawiązać jakiś kontakt - Co się dzieje? Alba, odpowiedz mi!
- Voldemort, chce dostać się do Hogwartu.
- Jak to chce się dostać do Hogwartu? - powtórzyła głupio, jakby nie docierało do niej co przed chwilą usłyszała. Gdy nadal milczałam, nagle trzeźwo oprzytomniała i po sekundzie oznajmiła nerwowym tonem - Alba, idziemy do profesora Dumbledore'a, nie możemy czekać. On w każdej chwili może się tu pojawić, a wtedy już wszyscy są w niebezpieczeństwie.
- Hermiona...
- Alba, nie możemy czekać! - przerwała mi i złapała mnie za rękę, żebym wstała z łóżka.
- Hermiona już jest za późno, on jest w Hogwarcie - patrzyłam pustym wzrokiem na szafę, która w tamtej chwili wydawała mi się ciekawym obiektem do patrzenia. Nie mogłam uwierzyć, że to się działo naprawdę. Przecież to niemożliwe, żeby on przedostał się przez bariery ochronne Hogwartu. Jak on to zrobił?
- Alba, a może to po prostu sen? - oznajmiła cicho, jednak w jej głosie było czuć wahanie - Może to tylko twoja wyobraźnia? Dużo miałaś takich snów i wszystkie były nieprawdziwe!
- To nie był zwykły sen. Ja widziałam wszystko jego oczami. Hermiona - zwróciłam się do mojej przestraszonej przyjaciółki - Musisz się schować. Tylko w taki sposób będziesz bezpieczna.
- Ale...
- Proszę cię, ja wiem czego on szuka. Powstrzymam go, zaufaj mi - sama nie wiedziałam co ja wtedy mówiłam. Po wpływem emocji udało mi się szybko przebrać w ubrania, które leżały w kącie pokoju, a następnie znów podeszłam do Hermiony i usiadłam obok niej - Wszystko będzie dobrze, rozumiesz? 
Pokiwała lekko głową, a następnie wtuliła się we mnie. Czułam, że zaczynają piec mnie oczy, dlatego zamknęłam oczy, powstrzymując łzy. Nie mogłam płakać. To by całkiem pogorszyło sytuację. Po paru minutach takiego siedzenia odsunęłam się od niej i popatrzyłam na nią.
- Nie możesz nikomu powiedzieć, że on tu jest - spojrzała na mnie jak na głupią, a ja lekko się uśmiechnęłam. Wiem to było absurdalne w tamtym momencie, ale od razu przypomniały mi się wszystkie sytuacje, kiedy patrzyła na mnie takim wzrokiem. Nawet jak się kłóciłyśmy to zawsze była moją najlepszą przyjaciółką - Nie narażaj nikogo na niebezpieczeństwo, zwłaszcza Harrego. Wiesz, że jest na celowniku Voldemorta - niepewnie kiwnęła twierdząco, a ja wstałam i bez pożegnania wyszłam z różdżką w ręku do Pokoju Wspólnego. Na sekundę zatrzymałam się w nim i rozejrzałam się, wspominając czas, który tam spędziłam. Wszystkie wieczory, spędzone na nauce i długich rozmowach z Harrym zawsze zapadną mi głęboko w pamięć nawet jeśli to będzie koniec. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Ruszyłam dalej, z wielką motywacją. Tak, trochę się bałam. Byłam świadoma tego, że może to być mój koniec, ale nie skupiałam się tym zbytnio podczas drogi, prowadzącej do tak dobrze znanego mi miejsca. Rozmyślałam jedynie nad taktyką, której mogę użyć gdy rzeczywiście spotkam się z Voldemortem twarzą w twarz. Już miałam w głowie pewien pomysł, gdy rozsądek opanował całe moje myślenie. Czarny Pan nie bawi się w taktykę. To co zaplanuje, zawsze wypełnia, nie bawiąc się w żadne gierki. Jedyna przewaga z jego strony to było właśnie to. Tak naprawdę, to nie wiedziałam po co tam idę. Po prostu... Czułam, że muszę tam pójść, bo jak tego nie zrobię i się wycofam to stanie się coś strasznego. Nie chciałam dopuścić do kolejnej tragedii, dlatego gdy dotarłam do tak bardzo znanych mi drzwi nie zawahałam się ani przez chwilę. Pociągnęłam za klamkę i otworzyłam powoli drzwi, stając twarzą w twarz z kimś kto do teraz śni mi się w koszmarach.
- Wiedziałem, że przyjedziesz - powiedział to zdanie swoim zimnym i ostrym głosem, a na jego twarzy pojawił się uśmiech, którego nie zapomnę do końca życia. 


Tak żyję. Jeśli dobrze liczyłam nie było mnie tu ponad 8 miesięcy. W ogóle nie planowałam powrotu do pisania tego ff, ale dzisiaj coś we mnie się odezwało i musiałam dokończyć nieskończony rozdział, który kiedyś zostawiłam. Mój styl pisania się zmienił przez ten czas nieobecności - sama nie wiem czy na negatywny czy pozytywny. Jeden raz próbowałam wcześniej wrócić tu, ale ciężko mi było pisać, a teraz normalnie taki spontan, że się strasznie dziwie, że udało mi się go napisać. Bardzo mi się on podoba, zważając też na to, że to przedostatni. Postanowiłam, że skończę tą historią, pisząc tylko jeszcze dwa rozdziały, bo nie ma sensu przeciągania tego ff. Prawdopodobnie potem zacznę coś nowego, ale na pewno nie będzie to pisanie na blogspocie. Może wattpad, ale jeszcze dokładnie się zastanowię. No to co? Do zobaczenia w ostatnim rozdziale. PS Nie wiem czemu, ale przy piosenkach Lany Del Rey pisze mi się o wiele lepiej. Aw. 
Prześlij komentarz
Theme by Mia LOG