niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział XVII "Myślę, więc jestem"

- Masz coś jeszcze do powiedzenia, Malfoy? - Harry stanął naprzeciwko niego, a ja nie robiłam nic, już całkowicie nie mając siły na jakiekolwiek głupie odzywki.
- Lepiej uważaj na to, co mówisz Potter - wycedził, poprawiając ze złością swoje włosy, które były w tamtej chwili kompletnie rozczochrane - Pamiętaj, że mój ojciec pracuje w Ministerstwie, co może ci trochę zagrozić w twoim urozmaiconym - tu prychnął pogardliwie - życiu.
- Ty tu lepiej nie podskakuj, co? Wszyscy wiedzą już, że jesteś śmierciożercą, więc to raczej ty powinieneś uważać na siebie, aby nic przez przypadek mi się nie wymsknęło z ust, tworząc kolejny problem Profesorowi Dumbledorowi.
Pierwsze co przyszło mi do głowy to zabicie Harrego. Wszystko co zaplanowałam nagle runęło przez niego, tworząc przy tym jeszcze większy problem. Malfoy zbladł aż tak bardzo, że można by było go porównać do kredy - jedyny szczegół jaki został mi w pamięci to ta jego twarz, która wyrażała wtedy strach jak i... zawód?
- I co kopara opadła, nie? Zjeżdżaj stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy, bo może się stać jakiś nieszczęśliwy wypadek - odparł usatysfakcjonowany i ostatni raz spojrzał na Dracona, który po chwili postanowił odejść. Przechodząc obok mnie stanął lekko przede mną i już otwierał usta, aby coś powiedzieć, lecz po chwili rozmyślił się i nie patrząc się już w naszą stronę odszedł. Odprowadziłam go wzrokiem i po sekundzie, gdy już zniknął za korytarzem, spojrzałam groźnym wzrokiem na Harrego, który w tamtej chwili stał i jeszcze do tamtej chwili nie umiał się opanować, dlatego dygotał ze złości.
- Myślałem, że nie wytrzymam. Gdy go zobaczyłem najnormalniej w świecie myślałem, że go zabije na miejscu za to, że miał jeszcze czelność podsłuchiwać, chociaż i tak ma duże problemy. Zmieniłem zdanie Alba, trzeba komuś powiedzieć o tym wszystkim, bo teraz każda minuta się liczy.
- Zwariowałeś? - syknęłam cicho, niepewna czy przypadkiem Malfoy nie stoi nadal za korytarzem i nie podsłuchuje - Teraz on już wie, że ci powiedziałam o tym wszystkim, dlatego na pewno będzie teraz ostrożniejszy, co nie będzie nam ułatwiało sprawy. Nie możemy teraz iść do Dumbledora - sama nie wiedziałam co mówię, bo wtedy obchodziło mnie całkowicie coś innego. Byłam w strasznym niebezpieczeństwie, byłam głównym celem Śmierciożerców, a Malfoy miał im pomóc, ułatwiając im tą misje co było przerażające. Sam fakt, że już po małym kroku zaczęłam ufać chłopakowi, który nigdy się nie zmienił, choć co raz częściej wmawiałam sobie, że jest inaczej, jest straszny, bo tak naprawdę to on miał spowodować, abym wpadła w ręce Voldemorta. Ja za to - osoba, która myśli, że ludzie mogą się zmienić powoli zaczęła zmieniać o nim zdanie. I to właśnie był wielki błąd.
- Alba zrozum, że sytuacja, w której jesteś, nie jest za wesoła i od razu powinniśmy teraz iść do Dumbledora, aby mu o tym wszystkim powiedzieć. Zapewniłby ci dodatkową ochronę, bo nigdy nie wiadomo kiedy oni mogą zaatakować - no tak, przecież to "słynny" Harry Potter, który zawsze ma coś do powiedzenia. Przewróciłam oczami, a ten niezrażony kontynuował dalej swój monolog - Musimy teraz jeszcze bardziej pilnować Malfoya, bo coś czuje, że gdy już on wie, może zacząć być co raz bardziej dyskretny.
- Harry, uspokój się proszę - przerwałam mojemu przyjacielowi, bo to jego gadanie już zaczęło mnie powoli denerwować - Wiem co mi grozi, ale jak na razie jestem w Hogwarcie, a Hogwart jest chyba najbezpieczniejszym miejscem na świecie, więc nie ma co się martwić na zapas. Voldemort boi się Dumbledora i nie zaatakuje, dopóki on jest żywy, dlatego ogarnij się, bo powoli dostajesz jakiejś obsesji. Sama mam wrażenie, że to ty bardziej boisz się niż ja - ostatnie zdanie powiedziałam tak cicho, że chłopak raczej nie mógł tego usłyszeć.
- Dobra, wiesz co? Rób co chcesz, ale pamiętaj, że ja cię ostrzegałem - oznajmił, nieco obrażony - Idę do Wielkiej Sali, coś zjeść, a ty jak chcesz wracaj do Wieży. Do zobaczenia wieczorem.
Odszedł, zostawiając mnie samą na korytarzu. Sama już nie wiedziałam co zrobić, myśli przelatywały mi przez głowę z prędkością światła, a przed moimi oczami widziałam tylko tą twarz blondyna, który całkowicie namieszał w moim życiu. To on miał sprawić, abym dostała się w ręce Voldemorta z niewiadomych przyczyn. Brzmi przerażająco, prawda?
- Dzień dobry Albo. Mam do ciebie sprawę, więc byłabym wdzięczna gdybyś poszła ze mną do Profesora Dumbledora - usłyszałam kobiecy głos, tuż zza moich pleców, dlatego odwróciłam się powoli i moim oczom ukazała się sama Profesor McGonagall, w swoich pół-okularach. Bez słowa kiwnęłam głową, niezdolna do niczego innego i ruszyłyśmy korytarzem, a ja sama zaczęłam szybko analizować co takiego złego mogłam zrobić.
- Przepraszam Pani Profesor, ale... - zawahałam się i miałam już ciągnąć dalej, gdy nauczycielka przerwała mi w połowie zdania:
- Wszystko wyjaśni ci dyrektor, a teraz proszę abyś trochę szybciej zaczęła iść, bo kompletnie nie ma czasu na jakiekolwiek spokojne spacerki, zważając na to co się tu ostatnio złego dzieje - powiedziała rozdrażniona, unikając mojego wzroku i przyspieszyła, a po mojej głowie zaczęły przelatywać przeróżne niepokojące pytania. Złego? Czyli to oznacza, że jest co raz gorzej i teraz mogę zgadnąć, że to wszystko dotyczy Śmierciożerców - pomyślałam - Mam nadzieję, że to nie chodzi o zagrożony Hogwart, bo to by było niemożliwe.
- Cytrynowy Sorbet - ocknęłam się i zdążyłam zauważyć, że jesteśmy już przy posągu gargulca, dlatego gdy tylko zamiast niego pojawiły się schody, nie czekając na Profesor McGonagall wbiegłam po nich z prędkością światła. Gdy pokonałam wszystkie stopnie, z hukiem otworzyłam drzwi do gabinetu i po krótkiej obserwacji, za pierwszym razem myślałam, że jestem sama w pomieszczeniu. Dopiero po drugim, zobaczyłam postać stojącą przy oknie, która nie przypominała sylwetki Dumbledora. Stanęłam jak wryta, wiedząc już kim jest ta osoba.
- Co ty tu robisz? - odezwałam się jako pierwsza, wystraszona jego wyrazu twarzy - Gdzie jest Dumbledore?
- On zaraz wróci - powiedział, a jego głos był całkowicie wyprany z emocji, który jednak dziwnym trafem trochę drżał.
- Co się dzieje?
Próbowałam dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi, ale ten tylko odwrócił wzrok, zachowując się tak, jakby w ogóle mnie przy nim nie było. Nienawidziłam gdy tak ktoś robił w moim towarzystwie, ale nie zwracałam wtedy na to w ogóle uwagi.
- O widzę, że już jesteś Albo - Profesor Dumbledore pojawił się znikąd, w swojej szarej szacie i pół-okularach, stojąc w tamtej chwili już przy swoim dużym, drewnianym biurku - Pewnie zastanawiasz się, dlaczego cię tu przysłałem, prawda? - odczekał chwilę, aby móc za chwilę znów kontynuować - Pewnie też zastanawiasz się co się takiego dzieje, że kazałem ci tu przyjść. Tak, więc droga Albo jak sama widzisz w Hogwarcie dzieją się co raz częściej dziwne rzeczy, które nie wyglądają zbyt pozytywnie. Jak zapewne wiesz, dotyczą one twojej osoby, co nie powinno cię w ogóle dziwić, zważając na to jak znalazłaś się w naszym świecie. Voldemort - znany jako Tom Riddle -, z niewiadomych przyczyn dowiedział się o tobie, dlatego postanowił, że będziesz jego celem. Sam przewidział, że zaprzyjaźnisz się z Harrym i trafisz do Gryffindoru, co bardzo mu w tej chwili przeszkadza w przybliżeniu się do twojego przyjaciela. Od razu gdy pojawiłaś się w świecie czarodziejów uznał, że jesteś jego dosyć dużą i niebezpieczną przeszkodą, dlatego nakazał swoim sługom, aby ciebie do niego przynieść, co już parę razy próbował robić, wysyłając Pannę Parkinson, działającą pod Imperiusem, jak i nie. Dowiedziałem się też od pewnej osoby, że młody Malfoy prawdopodobnie jest Śmierciożercą, co jeszcze bardziej ułatwia sprawę Riddlowi. Sam zauważyłem, że Draco co raz częściej stara się, aby być blisko ciebie, co mnie trochę martwi, ale jak na razie nie ma co ustalać pochopnych wniosków, więc...
- Panie Profesorze - przerwałam mu niegrzecznie, a on podniósł jedną brew do góry - No, bo ja podsłuchałam rozmowę Snape'a, znaczy Profesora Snape'a i Mafloya, gdzie mówili, że to właśnie on ma wypełnić zadanie od Voldemorta i... nie wiem, czy to jest dość ważne akurat w tej chwili, ale..
- Albo, wszystko co powiesz jest teraz bardzo, bardzo ważne, więc słucham.
- Ach, no dobrze. Tak więc, gdy już miałam odchodzić, usłyszałam jeszcze dwie ważne rzeczy, które chyba nie powinny zostać bez rozwiązania i odpowiedzi. Malfoy powiedział do Profesora Snape'a, że już nie chce uczestniczyć w tym zadaniu, a za to Snape - tu wzięłam głęboki oddech i przypomniałam sobie zdania, które wyszły z ust nauczyciela - "Pamiętaj Draco, że Czarny Pan wybrał mnie, abym ciebie pilnował, dlatego wolałbym abyś był mi posłuszny, bo inaczej może to się dla ciebie skończyć źle" - spojrzałam po długim wpatrywaniu się w ziemie, na Dyrektora, który poruszył się niespokojnie. To był zły znak.
Po krótkiej, niezręcznej ciszy, gdzie było tylko słychać ciche pohukiwanie Faweksa, Profesor odezwał się znów swoim spokojnym i życzliwym głosem:
- Ach tak. No dobrze Albo to na dziś dziękuję i chciałabym abyś przyszła do mnie jutro o tej samej godzinie, abym mógł z tobą jeszcze raz porozmawiać. Możesz już iść, a ty, Harry zostań jeszcze na chwilkę, bo mam do ciebie bardzo ważną sprawę.
Z mieszanymi uczuciami podeszłam do drzwi i ostatni raz spojrzałam przez ramię na Dyrektora i Harrego, którzy stali wyczekująco, aż wyjdę z pomieszczenia. Bałam się okropnie, bo po tamtej rozmowie z nim mogłam się domyślić, że w Hogwarcie nie jest już tak bezpiecznie jak kiedyś, a oczywiście przez kogo? Przez moją "ukochaną osobę", która oczywiście musiała jakoś znaleźć się w tym świecie, jakby nie miała nic do roboty.
Schodziłam po schodach wolnym krokiem, a myśli wirowały w mojej głowie, niepokojąco szybko co spowodowało, że zaczął latać przed oczami cały świat. Gdy byłam już przy posągu, usłyszałam dość nietypowy odgłos dobiegający zza rogu korytarza, dlatego odruchowo - lecz dość nieprzytomnie - wyjęłam moją różdżkę, kierując jej czubek, w miejsce gdzie pojawił się ten dźwięk.
- Kto tam jest? - powiedziałam drżącym głosem, a odpowiedzią do mojego pytania była głucha cisza. Gdy upewniłam się, że na sto procent nikogo tam nie ma, odwróciłam się tyłem, aby skierować się w stronę Wieży Gryffindoru, co było wielkim błędem. Po chwili poczułam mocne szarpnięcie za szatę, a następnie zakapturzona osoba, która to zrobiła, przy gnieździła mnie do ściany swoimi silnymi rękoma. Czułam jak zaczęłam się automatycznie trząść, co spowodowało, że zaczęła się głośno śmiać. Nie był to życzliwy śmiech.
- Zostaw mnie - nadal byłam pomiędzy ramionami kogoś, kto najwyraźniej chciał, abym się bała. Zaczęłam się szarpać co w ogóle mi nie pomagało, a wręcz pogarszało sytuację. - Co ty ode mnie chcesz?
Zakapturzona postać powoli sięgnęła za swój kaptur i pociągnęła za niego, ukazując jedynie blond czuprynę. To tak. Mogłam się spodziewać, że będzie to ten laluś.
- Lepiej siedź cicho, bo nieposłuszność może cię wiele kosztować - powiedział zimnym głosem, a jego oczy były czarne jak noc - Lepiej słuchaj, bo kolejny raz tego nie powtórzę. Mówiłem ci, że masz ze mną nie zadzierać, ale skoro tak zagrywasz to proszę bardzo. Nawet nie wiesz na co mnie stać, więc uważaj lepiej, bo teraz zrobię ci totalne piekło i to tak, że będziesz potem miała koszmary w nocy. Skoro postanowiłaś, że podzielisz się tą nowiną o mnie ze swoim bliznowatym przyjacielem to ja teraz zemszczę się na tobie, za to, że nie dotrzymałaś obietnicy - już miałam coś powiedzieć, lecz ten mnie uciszył jednym, zgrabnym gestem - Gdy ja mówię, ty jesteś cicho. Zapamiętaj to sobie, dobrze? - w końcu rozluźnił uścisk i dotknął mojego policzka, aby strzepnąć jeden błąkający się kosmyk włosów z mojej przerażonej twarzy. Spojrzałam na niego z wielką nienawiścią i już miałam wyjąc różdżkę, gdy uznałam, że nie byłby to dobry pomysł.
- No, to do zobaczenia, Stewney. Miłego wieczoru - odszedł swoim dostojnym krokiem, a ja kipiałam ze złości i nienawidziłam go bardzo za to co przed chwilą się wydarzyło. Całkowicie żałowałam, że choć przez chwilę myślałam, że on mógłby się w jakiś sposób zmienić. 
Zimny egoista, który martwi się tylko o swój tyłek, zawsze będzie tym zimnym egoistą - pomyślałam i prychnęłam pogardliwie, patrząc w miejsce gdzie przed chwilą stał jeszcze Malfoy.




Po prostu nie mam nic na usprawiedliwienie. Wiem obiecywałam, że będzie rozdział o wiele wiele wcześniej, ale całkowicie zapomniałam o blogu. Przepraszam.
Ok, nie będę się rozpisywać i jeśli jeszcze ktoś tu żyje i czeka na moje rozdziały to prosze. Tak więc... Nie obiecuje czasu kiedy będzie kolejny, bo nie chce znowy aby powtórzyła się kolejna sytuacja. Jak będzie to będzie. Do zobaczenia.

Prześlij komentarz
Theme by Mia LOG