sobota, 10 października 2015

Rozdział XV "Życie kryje wiele niespodzianek"

Dedykowany wam wszystkim   

   Właściwie to mogę powiedzieć, że straciłam poczucie czasu, choć nie jest raczej to tak nieoczywiste zważając na to co się wydarzyło. Każdy człowiek by tak zareagował, a zwłaszcza ja - wrażliwa osóbka, która nie umie sobie poradzić w tym ogromnym świecie. Nigdy nie byłam odporna na takie sytuacje i zawsze omijałam tematy śmierci, czy nawet samobójstw, bo się po prostu tego panicznie bałam. A dlaczego? Uważałam i nawet do teraz uważam, że życie jest zbyt piękne, żeby umierać. Wiem, że jest to konieczne i gdyby ludzie nie umierali, na świecie byłby chaos, ale pomyślmy sobie, że tyle wspaniałych osób nagle tak znika i nic po nich nie zostaje, prócz jakiś tam wspomnień, które i tak po paru latach się zapomina. Smutne jest to i to bardzo, a gdy o tym tak głębiej pomyślę, to aż łza mi się w oku kręci. No co ja poradzę, że taka jestem? Nie umiem panować nad emocjami i gdy przychodzi co do czego, każdy mógłby mnie poznać od drugiej strony, którą kryję głęboko w sobie, tak aby nikt się nie dowiedział jaka naprawdę jestem. Bo po co? Nigdy nie chciałam ryzykować, bo jestem przeczulona na niektóre sytuacje, dlatego zanim całkowicie zaprzyjaźnię się z jakaś osobą muszę ją poznać od wewnątrz, aby nie moc później się bać, że okaże się inna.

- Alba... - chyba za bardzo nie kontaktowałam, bo ton mojego przyjaciela nie wróżył nic dobrego - Ja wiem, że bardzo to przeżywasz, ale powinnaś się chyba położyć, bo jesteś strasznie blada. Nie chciałbym, żebyś zemdlała czy coś, więc proszę cię, zdrzemnij się, a ja cię później na świąteczny obiad obudzę.
- Nie chcę - powiedziałam zachrypniętym głosem i wróciłam do mojej poprzedniej czynności, czyli patrzeniu się pustym wzrokiem na palący się przy ścianie pomieszczenia, kominek, który na co dzień wydawał mi się oznaką szczęścia, ale w tamtej chwili nawet radosne palenie drewna nie poprawiało mi humoru.
- A ty jak zwykle uparta. Wiesz, że w większości zawsze mam rację, ale ty nigdy nie słuchasz, a potem wpadasz w kłopoty, więc w tej chwili masz iść spać. Nie chce, abyś wylądowała znowu w skrzydle szpitalnym za swoją głupotę.
- Przepraszam bardzo, ale ta sytuacja z Pansy Smarkinson nie była moją głupotą. Po prostu znalazłam się w nieodpowiednim miejscu i tyle, a ta dziewczyna chyba miała jakiś zły dzień, więc wyżyła się na mnie - wstałam, stając twarzą w twarz z Harrym, krzyżując przy tym ręce, na znak obronny.
- O! Od razu przybrałaś kolorów! - powiedział usatysfakcjonowany i rozsiadł się na fotelu, jak król na tronie - Skoro tak to teraz z łaski swojej powiedz mi, Alba co się takiego stało, że Hermiona omija nas szerokim łukiem i zachowuje się jak nadęty paw, gdy tylko nas zobaczy.
- Oj, własnie nie wiem o co jej chodzi. Jednego dnia po prostu przestała się do mnie odzywać i tyle. Próbowałam wszystkich sposobów, aby wyciągnąć od niej dlaczego jest na mnie zła, ale gdy tylko do niej podchodziłam to ona prychała głośno i odchodziła, z wysoko podniesioną głową.
- A nie pomyślałaś, że może jakoś nieświadomie ją czymś zraniłaś, czy coś? - powiedział niezrozumiałym dla mnie tonem i nagle zesztywniał.
- Harry... czy ty przypadkiem o czymś wiesz, czego ja nie wiem?
- Nie... Znaczy... własnie to... tak... Usłyszałem jak Hermiona rozmawiała z Luną Lovegood jeszcze tuż przed świętami, gdzie mówiła, że podoba jej się... Malfoy...
- Och - z ust wydarło mi się tylko to jedyne słowo, które rozpoczęło niezręczną ciszę w Pokoju Wspólnym pomiędzy mną, a moim przyjacielem. Własnie w tamtej chwili uświadomiłam sobie jedyną, ważną rzecz. Nie zrobiłam jej nic złego, więc zostaje tylko jedno rozwiązanie, które może wyjaśnić całe te nieodzywanie się Hermiony.
- Harry... Czy ona...?
- Tak, Al. Prawdopodobnie dowiedziała się o tym, co okrywałaś przed nią od pewnego czasu, a dotyczy to sama wiesz kogo. Nie chciałem ci tego wcześniej mówić, ale teraz jest już na to pora. Gdy tylko ona wróci, będziesz musiała chyba dosyć szczerze porozmawiać z Hermioną - westchnął i wstał, kierując się w stronę swojego pokoju, aby móc w końcu w spokoju przemyśleć parę spraw, które od pewnego czasu bardzo go dręczyły.

    Po pójściu Harrego siedziałam może jeszcze przez dziesięć minut, sama w pokoju, aż w końcu, nie mogąc wytrzymać nic nie robienia, wyszłam z Wieży Gryffindoru, z zamiarem pójścia na długi spacer po korytarzach Hogwartu. Nie wiedziałam co właściwie mam ze sobą zrobić. Ona mi tego tak szybko nie wybaczy - pomyślałam, przechodząc obok schodów, prowadzących do Pokoju Krukonów - A najważniejsze i śmieszne jest to, że kompletnie nie wiem co mam jej powiedzieć. Sam fakt, że od początku ją okłamywałam jest dosyć smutny i teraz czuję się podle, ale nie mogę jej przepraszać. Tyle razy z moich ust wypływały przeprosiny, że teraz one będą na pewno brzmieć chyba dosyć... pusto? Szłam wolnym krokiem po korytarzach szkoły i tak właściwie to myślałam o wszystkim i o niczym. Za nic w świecie nie mogłam skupić się na myśleniu o jednej rzeczy, więc co chwilę nowe zdania pojawiały mi się w głowie, ale tak tylko na sekundę, aby po chwili mogły zniknąć, a na ich miejscu pojawić się kolejne nowe. Czułam się wtedy tak jakbym zaraz miała eksplodować od nadmiaru tych wszystkich dotychczasowych wydarzeń. Hogwart, Malfoy, pojedynek (właściwie to czy można tak to nazwać?) Harrego, Malfoy, dziwne sny, wizje, wylądowanie w skrzydle szpitalnym, jeszcze raz Malfoy i śmierć Lavender. Za dużo jak na mnie, o nie. Najgorsze jest to, że zamiast działać, siedzę bezmyślnie i użalam się nad sobą jaka to jestem beznadziejna, co jest teraz zbędne. Powinnam pójść do Dumbledora i powiedzieć mu o moich przypuszczeniach, chociaż... z drugiej strony chyba na razie nie chce mu mówić o Malfoyu i jego dosyć mało intrygującym znaku na przedramieniu. Miałby przeze mnie duże kłopoty, a na razie nie chce, żeby go wyrzucili ze szkoły, bo...
- Ty też nie możesz ustać w miejscu, prawda? - przed moim oczami, nagle spod ziemi wyrosła Luna, jak zwykle mówiąca swoim pięknym, melodyjnym głosem - Była bardzo miła. Kiedyś pomogła mi w zbieraniu rzeczy kiedy mi je zabrali i porozrzucali po szkole. Szkoda, że akurat ją to spotkało.
- Uhum - kiwnęłam lekko głową i spojrzałam na zimowy krajobraz rozprzestrzeniający się za oknem, niezdolna do kontaktu wzrokowego z dziewczyną.
- Chcesz być sama? Rozumiem cię. To do zobaczenia dziś wieczorem.
Odeszła, a ja odetchnęłam z ulgą. Nie miałam ochoty na jakiekolwiek towarzystwo, które na pewno nie poprawiłoby mi humoru, więc gdy tylko Luna zniknęła z mojego pola widzenia uciekłam w chyba najbardziej lubiane przeze mnie miejsce w szkole, gdzie prawie nikt nie zaglądał - Łazienka Jęczącej Marty. Zawsze gdy miałam złe dni przychodziłam tam, aby móc w spokoju przemyśleć sprawy, które mnie dręczyły. Teraz mogę szczerze powiedzieć, że to miejsce miało na mnie tak dobry wpływ, że gdy tylko wychodziłam z niego to od razu miałam lepszy humor i inaczej patrzyłam na świat, więc gdy pierwszy raz tam poszłam i odczułam tą zmianę postanowiłam, że nie raz odwiedzę to miejsce. Wiem, nie było tam przyjemnie czysto, bo od lat nikt tam nie sprzątał, ale naprawdę jak się tam przez jakiś czas trochę posiedzi to widać tylko same plusy, a żadnych minusów. A po za tym Jęczącej Marty dawno tam nie było, więc ten fakt jeszcze bardziej zachęcał do wypełnienia tej propozycji, więc w końcu zdecydowałam się i poszłam w stronę łazienki.
    Gdy już rzeczywiście byłam na miejscu, skierowałam się w stronę umywalek, aby móc w spokoju przemyśleć to co się wydarzyło w ostatnich dniach. Potrzebowałam spokoju i ciszy, aby móc odpocząć od tych wszystkich ludzi, którzy cały czas rozpaczali nad śmiercią Lavender. Nie doszłam nawet do kabin, gdy usłyszałam cichy szloch dobiegający z końca pomieszczenia, który o dziwo nie należał do dziewczyny. Na palcach podeszłam do ściany, ciekawa osoby, która się tam kryła. Wyjrzałam zza niej, aby dowiedzieć się kto jest autorem tego płaczu i powiem szczerze, że moje zaskoczenie sięgało chyba zenitu. Nad jedną z umywalek pochylał się Malfoy, w dość nieprzyjemnej sytuacji - koszule miał pogniecioną, krawat nie był zawiązany, jego blond włosy były rozczochrane, a on sam miał podpuchnięte oczy. Nigdy nie spodziewałabym się, że mogłabym kiedykolwiek zobaczyć go w takiej sytuacji, a wtedy... po prostu przestałam myśleć.
- Malfoy? - spytałam cicho, a on lekko zadrżał i w następnej chwili znieruchomiał, powstrzymując dalszy szloch, aby nie pokazać, że jest słaby - Co się stało?
- Idź sobie.
- Czemu płaczesz? - nie dawałam za wygraną.
- Nie twoja sprawa.
- Chcę ci pomóc.
- Hah, od kiedy Stewney ty taka pomocna dla Ślizgonów jesteś? - prychnął i spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami - No, ale  skoro taka ty ciekawska jesteś to proszę bardzo. Wiesz... Myślisz pewnie, że taki arystokrata jak ja ma wszystko. No, bo niby ma, ale można się łatwo pomylić. Dużo rzeczy mi brakuje, a to wszystko... Byłem zmuszany, rozumiesz? A teraz cały czas dręczy mnie ta straszna świadomość popełnionych przeze mnie błędów. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że za to wszystko gorzko się płaci. Nic nie mija bez śladu. Cokolwiek zrobię, będę to miał zapisane w historii mojego życia, podobnie jak do historii choroby, gdzie wpisuje się każdy podejrzany drobiazg. Cos co się już stało, nie da się cofnąć, a własnie bardzo bym tego chciał. Tylko..., że to nie jest możliwe. Zawsze będzie ktoś, kto zapamięta te wszystkie złe rzeczy i nigdy nie wybaczy mi tego co zrobiłem - skończył i spojrzał na mnie wyzywająco - A teraz pewnie polecisz sobie do twojego kochaniutkiego przyjaciela i powiesz mu jakie to ja mam problemy, co?
- Nie.
- Co?
- No nie. Niby dlaczego miałabym to komuś powiedzieć? To twoje problemy, więc trzeba uszanować dyskretnosć, a zwłaszcza kiedy mi je powiedziałeś.
- Czyli... nie powiesz nikomu? - jego mina nagle złagodniała, a on sam podszedł do mnie bliżej tak, że dzieliły nas tylko parę centymetrów.
- Tak - szepnęłam i odsunęłam się od niego, zrażona taką bliskością - Ja... muszę isc. Do zobaczenia wieczorem - powiedziałam cicho i już miałam iść, gdy Malfoy, złapał mnie za rękę - Co ty...?
- Dziękuję, Stewney. Za to co tu... No wiesz...Właściwie to może mówmy sobie po imieniu, dobrze?
- Uhum - zgodziłam się bez przekonania i po chwili uciekłam jak najdalej, abym znów mogła przemyśleć to co się wydarzyło.


Ew, tak długo tu mnie nie było.
Znowu...
Przepraszam bardzo za tak długą przerwę, ale mam nadzieję, że szkoła jest dobrym wytłumaczeniem. Nie miałam ani czasu, ani weny na napisanie rozdziału, więc po prostu nie dodałam nic przez te tygodnie. Rozdział jest jaki jest. Czy jest dobry, to sami musicie ocenić (najlepiej w komentarzu), chociaż wiem, że końcówka dla mnie jest straszna. Jest on dłuższy niż poprzednie, bo tego pisałam z dwa dni, dlatego bardzo się skupiłam nad sensem treści. Jak widzicie w tym rozdziale odkryte zostało drugie oblicze Malfoya, które mam nadzieję przypadnie wam do gustu. Musiałam napisać tą sytuacje, aby móc kontynuować dalsze losy jego i Alby (hihihi). Mam nadzieję, że wam się podoba i widzimy się w kolejnych postach.

A własnie.
Szablon - tak jak pisałam po lewej stronie - jest szablonem zastępczym, dlatego JEŚLI CHCECIE SKOMENTOWAĆ TEN WPIS CZY COS TO KLIKNIJCIE NA "CZYTAJ WIĘCEJ", BO W TYM SZABLONIE COS CHYBA JEST ZEPSUTE. 


***
Prześlij komentarz
Theme by Mia LOG